Dzięki uprzejmości anteny Eurosport 2 można było obejrzeć cały turniej Sydney Masters.
Na początku może niekoniecznie na temat samego turnieju, lecz komentarza. Wiadomo, że w Polsce dart nie jest zbyt popularny, toteż należało się spodziewać przeciętnego poziomu jeśli chodzi o profesjonalizm i jakość komentarza. Niemniej Pan Paweł Ulbrych (który zdaje się pierwszy raz miał do czynienia z tą dziedziną) bardzo przyzwoicie wypadł w swoim komentarzu. Pierwszego dnia turnieju było parę prostych błędów dotyczących gry, ale później było widać, że dał się "wkręcić" w komentarz i wraz z Panem Grzegorzem Pajdą stworzył dobry duet komentatorski. Oczywiście zabrakło Jarka Kowalczyka, niemniej Panowie spisali się dobrze. Oczywiście, to tylko moja opinia, ale patrząc dziś na profesjonalizm komentatorów sportowych w Polsce, można spodziewać się dosłownie najgorszego.
Co do turnieju: powiem całkowicie szczerze, iż pierwszą rundę pominąłem, ponieważ grali tam lokalni darterzy (z innych krajów także, ale lokalni, w sensie Kontynentalnym) kontra zawodnicy, prezentujący obecnie chyba najmocniejszego darta na świecie. Akurat obejrzałem mecz van Barneveld vs Bridge, gdzie mieliśmy jedyną niespodziankę w całym turnieju. Reszta skończyła się zgodnie z planem. Podobnie było w ćwierćfinałach: emocji można było się spodziewać chyba tylko po starciu Whitlock vs Hamilton, jednak "The Hammer" zagrał bardzo słaby mecz i przegrał 1-8.
Półfinały zapowiadały się emocjonująco, głównie z tego względu, że grała najlepsza czwórka w całych zawodach. Pierwszy półfinał, czyli Taylor vs Whitlock, był niezły. Jednak spełniły się moje obawy: Simon Whitlock nie miał swojego dnia. Zresztą, jest to zawodnik, który musi mieć dobry dzień. O ile o jego Checkouty (lotki kończące) nie trzeba się martwić, o tyle jego średnia przeważnie pozostawia wiele do życzenia. Tak było w półfinale: średnia "Wizarda" do stanu 2-8 oscylowała w okolicach 88. Później zaczął gonić Mistrza Świata, niemniej udało się "dociągnąć" do stanu 6-9 i kolejny leg już przegrany. Być może to przez nerwy, w końcu nie codziennie turnieje odbywają się w Australii.
Drugi półfinał także do przewidzenia. Panowie zaczęli w swoim stylu: szybko i skutecznie (zwłaszcza van Gerwen. Ten pierwszy leg jakoś zamazał mi się w pamięci). "Mighty" Mike uciekał - "Jackpot" gonił. Jednak później (12/13 leg) siadło tempo i, przede wszystkim, skuteczność. Tak wygląda wiele meczy z udziałem tych dwóch zawodników. Oczywiście, wygrana Holendra nie była wielką niespodzianką, niemniej ja osobiście obstawiałem Lewisa.
Finał to oczywiście zawód. Wiadomo, że zawodnicy mogli być zmęczeni całym turniejem, ale mecz był nudny i już od stanu 0-4 wiadomo było jak się to skończy. Przy okazji ujawniła nam się święta zasada darta: "Potrójne wartości i wysoka średnia nie dają zwycięstwa". Wygrywa się głównie dzięki Checkoutom. Tutaj van Gerwen spisał się bardzo słabo. Nie wiem ile procent skuteczności miał Holender, ale szans miał dużo, więc zakładam, że zakręcił się koło 30%. Phil Taylor wykorzystał to łatwo i zwyciężył w całym turnieju.
Ogólnie Sydney Masters wypadło bardzo przyzwoicie. Świetna publiczność, wysoki poziom (nieszczęsnego finału nie licząc) i wielkie brawa dla stacji Eurosport za transmisję. Widać, że popularność darta rośnie nawet nad Wisłą.
Pod tym linkiem wklejam zaś stream do półfinałowego pojedynku All-Ireland Senior Football Championship. Irlandia wymyśliła sobie własny football, na który pospolicie mówią Gaelic. I właśnie o tym sporcie będzie następny post. Enjoy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz